• Wpisów:165
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 22:46
  • Licznik odwiedzin:41 915 / 2339 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Louve, wracaj!
  • awatar Gość: jprdole aleś ty tu karyniła aż szkoda strzepić ryja :( Miejmy nadzieję że już z tego wyrosłaś :(
  • awatar Gość: hej,wiecie że już można sprawdzić kto wchodzi na nasz profil na Facebooku?? naprawdę extra portal i znalazłam tak połówkę:),polecam!!! http:\\cuturl.net\2b779
  • awatar Makidu: jest juz znowu :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Przypominam o nowym adresie mojego bloga: http://pazurem-i-winem.blogspot.com/

Dodałam na nim możliwość pisania anonimowych komentarzy, więc nie trzeba już posiadać konta na blogspocie
  • awatar ♪ Viola ♪: Zapraszam do mnie. :D Pokomętuj mi min. 5 wpisów na ja ci skomentuje 6. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dopadło mnie paskudne przeziębienie, więc nie mam ostatnio siły i ochoty na granie. Mimo to ludzie nie przestają mnie zaskakiwać i kilka dni temu otrzymałam od znajomego w prezencie paczkę gier: Trine 2, Mark of the Ninja i Eets Munchies. Oczywiście nie zapomnę napisać o nich na swoim blogu. Dziękuję, Rafał, i pamiętaj, że widzimy się na Falkonie!
 

 
Na prośbę Louve postanowiłam publikować notki również na tym blogu .


Niedawno przeżywaliśmy rocznicę 74 rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej. Zazwyczaj powieści opowiadające o tamtych czasach wydają nam się trochę archaiczne i mamy wrażenie, że ówcześni mieszkańcy naszego pięknego kraju żyli jakby w innej epoce. Kojarzą nam się bardziej ze szkolnymi lekturami, niż zajmującymi opowieściami, które czyta się przy kubku gorącej herbaty. Jarosław Sokół postanowił przybliżyć życie ówczesnych Polaków współczesnemu odbiorcy, najpierw kręcąc serial "Czas honoru", a następnie przenosząc przygody bohaterów na karty książki.


Michał, Władek, Bronek, Janek - czterej młodzi mężczyźni, których losy prawdopodobnie nigdy by się ze sobą nie splotły, gdyby nie wybuch wojny. Wszyscy stracili bliskich i cały dobytek, zostali brutalnie odcięci od przeszłości - bezpiecznej, pełnej młodzieńczych ambicji i marzeń. Wszyscy wskutek mniej lub bardziej szczęśliwych wypadków trafili do brytyjskiej specjalnej szkoły kształcącej "cichociemnych" - wszechstronnie wyszkolonych wysłanników, których zrzucano na spadochronach na polskie ziemie, by na różne sposoby stawiali czoła okupantowi. Również nasi bohaterowie przyłączyli się do tej walki.

Powyżej przedstawiłam bardzo skrócony opis fabuły, ale to dlatego, że nie chciałabym odebrać przyjemności czytania wszystkim, którzy zamierzają sięgnąć po tę pozycję. Bo że czytanie tej książki jest przyjemnością - to rzecz oczywista. Jest napisana prostym, ale jednocześnie barwnym językiem. Ma się wrażenie, że Sokół czuje się jak ryba w wodzie, zapisując przygody swoich bohaterów, czyniąc kreację bohaterów najmocniejszą stroną całej powieści. Michała, Władka, Bronka i Janka po prostu nie da się nie lubić. Każdy z nich ma inną osobowość, inne wady i zalety, każdy jest człowiekiem z krwi i kości, każdy popełnia błędy. To sprawia, że współczesny czytelnik może się z nimi identyfikować. Do tego należy dodać żywą narrację, wiele zwrotów akcji i sporą garść historycznych ciekawostek. Myślę, że "Czas honoru" jest jedną z niewielu pozycji, w której mamy okazję poznać rzeczywiste życie mieszkańców okupowanej Warszawy.

Czy polecam? Zdecydowanie, nie tylko dla miłośników historii z tego okresu. Sama z pewnością sięgnę po kolejną część.


Tytuł: "Czas honoru"
Autor: Jarosław Sokół
Wydawnictwo: Zwierciadło
Ilość stron: 398
Cena: 39, 90 zł
 

 
Ponownie przypominam o nowym adresie mojego bloga

http://www.pazurem-i-winem.blogspot.com/
  • awatar Louve: ej, wracaj na pingera, bo bez Ciebie są niesamowite nudy...
  • awatar Caroline11: Na prawdę świetny blog. bede tu zaglądać częściej :D zapraszam do siebie może coś ci sie spodoba :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Nowy adres mojego bloga:
http://pazurem-i-winem.blogspot.com/

Oczywiście nadal będę zaglądać na Wasze blogi i regularnie je czytać .
 

 
Ja pewnie jak zwykle nie zobaczę tej notki, ale chciałabym obwieścić Wam jedno: MAM DOŚĆ PINGERA. Nie mogę dodawać nowych wpisów, a mam Wam bardzo dużo do opowiedzenia. Niestety mam wrażenie, że twórcy tego serwisu bardzo olewają sprawę i Pinger umrze śmiercią naturalną w ciągu kilku miesięcy lub góra roku. Dlatego proponuję przenieść się na inny serwis blogowy, ale chciałabym, byśmy wybrały go wspólnie, żeby blogować na jednej platformie.

Jeśli chodzi o moje typy serwisów, to są to:

tumblr.com - można prowadzić bloga w formie minibloga, podobnie jak tutaj. Serwis jest niezwykle popularny na całym świecie, więc jest pewność, że nie padnie.

livejournal.com - jak wyżej, z tym że blog jest bardziej rozbudowany

bloog.pl - polski serwis

Piszcie w komentarzach, jeżeli chciałybyście podążyć za mną. Komentarze jestem na szczęście w stanie zobaczyć.
  • awatar Pazurem i winem pisane: Ja już mam dość i przeniosłam się na inny serwis. Po prostu za bardzo boję się tego, w jaki sposób oni zarządzają pingerem :/.
  • awatar Louve: @Pazurem i winem pisane: a własnie widzę, słuchaj ja im zgłosiłam, ze dwa razy nawet i dziś mi wróciły, choć wchodzi po chińsku nadal
  • awatar Pazurem i winem pisane: Nie wróciły, ja nadal nie widzę ani wpisów, ani komentarzy :(.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Pinger leci sobie w kulki i w ogóle nie chce wyświetlać nowych wpisów .
 

 
Dawno nie pisałam o Docie 2, więc pora to nadrobić. Będzie krótko i treściwie. Wczoraj zakończyła się Beta i do gry nie jest już potrzebny klucz. Jednakże nowi użytkownicy będą wpuszczani stopniowo, aby nie dopuścić do przeciążenia serwerów. Jeżeli jesteście zainteresowani, postępujcie według poniższych wskazówek: http://www.dota2.com/thebetaisover/?l=polish
 

 
Dawno nie pisałam o Docie 2, więc pora to nadrobić. Będzie krótko i treściwie. Wczoraj zakończyła się Beta i do gry nie jest już potrzebny klucz. Jednakże nowi użytkownicy będą wpuszczani stopniowo, aby nie dopuścić do przeciążenia serwerów. Jeżeli jesteście zainteresowani, postępujcie według poniższych wskazówek: http://www.dota2.com/thebetaisover/?l=polish
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dawno nie pisałam o Docie 2, więc pora to nadrobić. Będzie krótko i treściwie. Wczoraj zakończyła się Beta i do gry nie jest już potrzebny klucz. Jednakże nowi użytkownicy będą wpuszczani stopniowo, aby nie dopuścić do przeciążenia serwerów. Jeżeli jesteście zainteresowani, postępujcie według poniższych wskazówek: http://www.dota2.com/thebetaisover/?l=polish



 

 
"Kiedy święty Franciszek przybył do miasta Gubbio, dowiedział się od jego mieszkańców, że w okolicy pojawił się wielki, okropnie zły i żarłoczny wilk. Pożerał nie tylko owce, które pasterze prowadzili na pastwiska, ale często też napadał na ludzi. Mieszkańcy Gubbio drżeli ze strachu, gdy zły wilk zbliżał się do miasta. Wychodzili za mury ze strachem, uzbrojeni w kije i widły, jakby szli na wojnę. Ale kiedy ktoś napotkał sam na sam tego straszliwego potwora, nie mógł go pokonać i ginął rozszarpany na kawałki. Wkrótce nikt już nie ważył się wychodzić z miasta, a nawet z własnego domu.
Świętemu Franciszkowi żal się zrobiło nieszczęsnych mieszkańców Gubbio. Postanowił wyjść wilkowi na spotkanie. Ludzie, którzy go bardzo kochali, starali się go za wszelką cenę powstrzymać:
- Na miłość Boską! Nie idź! Wilk cię rozszarpie!
Ale święty Franciszek zrobił znak krzyża i z kilkoma swymi towarzyszami wyszedł za mury miasta, całkowicie zdając się na Pana Boga.
Ledwie uszli kawałek drogi, bracia opuścili Franciszka. Bali się tak strasznie, że nie mogli zrobić ani kroku. Święty nie wahał się jednak ani przez chwilę i spokojnie szedł naprzód aż do miejsca, gdzie wilk miał swoją kryjówkę. Wszyscy mieszkańcy miasta wdrapali się na mury okalające miasto, by zobaczyć, jak się to spotkanie zakończy. Niektórzy mówili ze smutkiem:
- Wilk na pewno rozszarpie nam świętego Franciszka.
Wilk usłyszał wrzawę i wyszedł ze swej nory groźnie szczerząc kły. Był tak wściekły, że z pyska ciekła mu spieniona ślina. Skoczył w stronę świętego Franciszka. Groźnie łypał przekrwionymi z wściekłości oczyma. Święty Franciszek nie wziął ze sobą żadnej broni. Nie wziął nawet kija. Ręce trzymał skrzyżowane na piersi. Wilk stanął naprzeciw świętego, który podniósł rękę i zrobił znak krzyża, po czym zdecydowanym głosem przemówił:
- Chodź tu, bracie wilku! Rozkazuję ci, byś byś nigdy już nie czynił nic złego ani mnie, ani nikomu.
Spojrzał wilkowi głęboko w oczy. Wtedy wilk zamknął paszczę, podkulił ogon, ze spuszczonym łbem podszedł do świętego Franciszka i łagodny jak baranek położył się u jego stóp. Święty spokojnie mu tłumaczył:
- Bracie wilku, wyrządziłeś wiele szkód bez Bożego pozwolenia. Zabiłeś mnóstwo Jego stworzeń. Pożerałeś nie tylko zwierzęta. Ośmieliłeś się nawet zabijać mężczyzn, kobiety i dzieci. Tą niegodziwością zasłużyłeś sobie na stryczek jak najgorszy zbójca. Wszyscy mieszkańcy okolicy nienawidzą cię i są twoimi wrogami. Ale ja, bracie wilku, chcę, by między tobą i ludźmi z Gubbio zapanował pokój. Jeśli nie będziesz już ich krzywdził, przebaczą ci wszystkie dawne winy.
Stojący wysoko na murach mieszkańcy miasta, z ustami szeroko otwartymi ze zdumienia, słuchali świętego Franciszka. Wilk machnął ogonem, skulił uszy i skłonił łeb, jakby chciał pokazać, że zrozumiał słowa Świętego i obiecuje poprawę.
Franciszek mówił dalej:
- Bracie wilku, rozkazuję ci, byś teraz poszedł ze mną, nie obawiając się niczego. Musimy zawrzeć pokój między tobą i mieszkańcami Gubbio.
Święty odwrócił się i ruszył w stronę miasta, a wilk szedł za nim posłusznie jak wierny pies.
- Och! - z ust oglądających tę scenę mieszkańców Gubbio wyrwał się pełen zachwytu okrzyk.
Wieść o cudownym wydarzeniu szybko rozeszła się po mieście. Ludzie, którzy ze strachu siedzieli w domach, wyszli teraz na dwór i wszyscy pobiegli na plac miejski. Otoczyli kręgiem Świętego i wilka. Dzieci, jak zwykle ciekawe, stały oczywiście w pierwszym rzędzie, by zobaczyć z bliska wielkiego, strasznie złego i żarłocznego wilka.
Święty Franciszek zwrócił się do zebranych:
- Posłuchajcie mnie, bracia najmilsi. Ten oto stojący przed wami brat wilk, obiecał mi, że zawrze pokój z wami wszystkimi, ale musicie mi przyrzec, że codziennie będziecie dawać mu tyle jedzenia, by nie chodził głodny. A ja ręczę, że mój brat wilk dotrzyma obietnicy i nigdy już was nie skrzywdzi.
Wszyscy zaczęli klaskać i jednogłośnie przyjęli warunki pokoju. Wtedy Święty odwrócił się do wilka, który przez cały czas ze spuszczonym łbem leżał u jego stóp.
- A ty, bracie wilku, czy przyrzekasz uroczyście, że dotrzymasz obietnicy? Czy przyrzekasz, że nie będziesz już nigdy krzywdzić ludzi, ani ani zwierząt, ani żadnego żywego Bożego stworzenia?
Wilk ugiął przednie łapy i ukląkł przed Franciszkiem. Stulił uszy, kilka razy kiwnął głową, pomachał ogonem. Tak jak potrafił, pokazał, że szczerze pragnie przestrzegać warunków umowy.
Święty Franciszek poprosił go jeszcze:
- Bracie wilku, a teraz chciałbym, abyś tu, wobec wszystkich ludzi dał mi jakiś dowód, że na pewno zachowasz pokój.
Słysząc tę prośbę wilk wstał, podniósł prawą łapę i podał ją świętemu Franciszkowi. Święty mocno uścisnął łapę wilka. Wszyscy wokół głośno klaskali, a dzieci podeszły do wilka i zaczęły go głaskać. Wilka zaś lizał ich ręce zupełnie tak samo jak domowy piesek. Niektóre, co odważniejsze dzieci siadały wilkowi na grzbiecie.
Od tego dnia wilk mieszkał w mieście Gubbio. Wchodził do domów, wędrował od drzwi do drzwi i chętnie bawił się z dziećmi. Nikt mu nie dokuczał i on też nie krzywdził nikogo. Nie był zły nawet wtedy, gdy dzieci dla zabawy ciągnęły go za ogon. Nawet psy za nim nie szczekały. Mieszkańcy Gubbio zawsze pamiętali, by zgodnie z daną świętemu Franciszkowi obietnicą codziennie jadł do syta.
Po kilku latach brat wilk umarł ze starości. Znaleziono go pewnego ranka przed bramą miejską. Kiedy wieść o jego śmierci rozeszła się po okolicy, wszystkim było bardzo smutno, bo bardzo kochali brata wilka. Wiele osób płakało. Zwłaszcza dzieci."

(fragment książki "Brat wilk i siostrzyczka cykada" autorstwa Armando Moore'a)


Słowa tej przepięknej legendy opowiadają o nawróceniu, ale o nawróceniu szczególnym. Często do niej powracam, gdy rozmawiam na ten temat z młodymi ludźmi, wychowanymi w kulcie jednostki i konieczności "bycia sobą", niekiedy nawet za wszelką cenę. Młodzi najbardziej boją się tego, że Bóg oczekuje od nich niemożliwości, że zamierza odebrać im wszystko i stworzyć zupełnie nowego człowieka, a raczej ludzi - boleśnie jednakowych ludzi. Nie jest to prawdą. Bóg kocha każdego człowieka, a przecież na całym świecie nie ma dwóch takich samych ludzi. Wszyscy różnimy się charakterem, temperamentem, upodobaniami, zainteresowaniami, wyglądem i doświadczeniem życiowym. I Bóg potrzebuje nas razem z całym naszym bogactwem. Nie nakazuje wcale wbrew powszechnej opinii postawić na naszej przeszłości kreski i tworzyć wszystkiego od nowa. Pragnie jedynie, byśmy poprzez swoje postępowanie przestali szkodzić sobie i innym, a zaczęli dawać od siebie, dzielić się tym swoim wewnętrznym bogactwem. Były narkoman czy przestępca, który nawrócił się, będzie o wiele lepszym i bardziej wiarygodnym przykładem dla młodzieży, niż pedagog, który wykuł na pamięć kilka formułek. Ktoś, kto doznał w przeszłości wielkiej krzywdy, będzie w stanie bardziej zrozumieć osobę borykającą się z podobnymi problemami, niż siedzący za biurkiem psycholog. A ktoś, kto słucha określonego rodzaju muzyki lub ma określone pasje, będzie mógł się nimi dzielić i wspólnie je rozwijać, bo w końcu napisane jest w Piśmie Świętym: "Czy jecie, czy pijecie, na chwałę moją to czyńcie". Dlatego nie jest ważne, jakiego rodzaju muzyki ktoś słucha, jak się ubiera, jakie książki lubi - ważne jest to, jak wielkie bogactwo w sobie nosi i jak wiele jest w stanie dawać od siebie innym. Na Sądzie Ostatecznym nie będziemy sądzeni z tego, czy nosiliśmy spodnie w kancik czy irokeza, ale z miłości. Dlatego zawsze mówię młodym, żeby nie bali się wypłynąć na głębię, bo ich droga nie zacznie się kiedyś tam, gdy się zmienią, ale zaczęła się już dawno w miejscu, w którym obecnie stoją. Bóg nie zamienił wilka w owcę. To wilk się wewnętrznie zmienił.

Interpretuję tę legendę również w inny sposób. Jest ona dla mnie dokładnym zobrazowaniem odpowiedniego postępowania z młodzieżą trudną. I choć wiem, że może to zabrzmieć nieco dziwnie, to często taka właśnie młodzież jest "wilkami" swoich społeczności. Wszyscy się ich boją, a oni napawają się tym strachem, wzrastając w siłę. Społeczność próbuje walczyć z nimi, wytaczając przeciwko nim ich własną broń - przemoc. O tym, że w rzeczywistości są to wspaniali młodzi ludzie z potencjałem wiedzą ci, którzy przestali atakować. Mówię tutaj o tych wychowawcach, którzy postanowili zbliżyć się do nich przez wejście w ich środowisko. Dla mnie są oni takimi świętymi Franciszkami, którzy nie idą wcale na spotkanie z wrogiem, którego muszą pokonać, ale na spotkanie z kimż bliskim, z osobą, którą pomimo jej przewinień traktują jak brata. Nie idą z obstawą anie nie kryją się za zasłoną biurka i papierków. Resocjalizacja i powrót do pełnego funkcjonowania w społeczeństwie jest z kolei drogą pełną aktów przebaczenia, i to z obydwu stron, jak i deklaracji obiecania poprawy. Zauważym, że święty Franciszek nie zobligował do przestrzegania umowy, nie tylko wilka, ale również mieszkańców miasta, nakazując im zapewnienie zwierzęciu warunków do życia. Dlatego właśnie w procesie terapeutycznym powinna brać w miarę możliwości również rodzina młodego i jego najbliższe otoczenie. Bo co z tego, że wlejemy w jego serce nadzieję i chęć do zmian, skoro wszystko to po powrocie do domu zostanie przekreślone? Jest to droga długa i żmudna, nie pozbawiona wybojów, ale ci, którym udało się ją przebyć, twierdzą, że warto. Nawet ci, na których społeczność dawno już postawiła kreskę, potrafią znaleźć w sobie siłę, by kroczyć dalej. Potrzebują jedynie przewodnika, który nie będzie wychodzić na spotkanie z nimi uzbrojony w kije i widły, jak mieszkańcy Gubbio.
  • awatar Gość: Just considered several of your images (: i'm truly glad i reached job shadow you. You're excellent! my website - http://journal-cinema.org/
  • awatar zelka115: Kurcze, serio jak się nad tym zastanowić to jest dużo prawdy i sensu w tym co piszesz. W sumie ta druga interpretacja chyba pomogła mi coś zrozumieć, to znaczy wiedziałam o tym wcześniej, ale dalej swoje robiłam, nwm czy jeszcze się to zmieni co do niego,ale w zasadzie - warto spróbować :) Dziękuję ci bardzo ;p
  • awatar Pazurem i winem pisane: Louve, zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Również uważam, że człowieka wierzącego i prawdziwego chrześcijanina powinno widzieć się przede wszystkim po uczynkach. A nie ma niczego gorszego, niż osoba, która np. codziennie chodzi do kościoła (w czym nie ma niczego złego) i deklaruje się jako mocno wierząca, ale nie przegapi żadnej okazji, by np. dokopać sąsiadom czy rozsiewać plotki na ich temat. Yukiko, dziękuję za miłe słowa :).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kiedyś ujrzałam na Lubelskich błoniach brata zakonnego. Niby nie jest to jakiś szczególny widok, ale on nigdzie się nie spieszył, nie nauczał, nie klęczał i nie modlił się (a przynajmniej nie w tradycyjny sposób). On leżał na trawie, z plecakiem pod głową i po prostu cieszył się kolejnym słonecznym dniem, wąchał zapach trawy, całym sobą doświadczał piękna Bożego stworzenia. Niebawem miał wyruszyć w daleką drogę, ale w tamtej chwili po prostu cieszył się latem. Potem uświadomiłam sobie, że chyba nigdy nie widziałam tak szczęśliwego człowieka.

Filozofia franciszkańska jest mi bardzo bliska. Od dziecka się w niej wychowywałam, gdyż to właśnie święty Franciszek był patronem naszej Gromady Wilcząt. Wzrastałam więc w umiłowaniu przyrody, w bliskości z naturą i szczególnego rodzaju umiłowaniu ubóstwa, dzięki któremu większą radość czerpało się z dzielenia się z innymi, niż z zatrzymywania wszystkiego dla siebie. Jednak postać świętego Franciszka nie zafascynowała mnie tak bardzo ze względu na legendy ani ze względu na jego kazania do ptaków. Był to fakt jego nawrócenia. Prowadził w młodości bardzo awanturnicze życie hulaki (młodzi nie byli w tamtych czasach wcale mniej rozbestwieni) i nie był wcale skory do opamiętania się. A mimo to któregoś dnia porzucił wszystko, co miał (a był bardzo bogatym człowiekiem), przywdział skromny habit i ruszył w świat, nauczając i utrzymując się tylko z jałmużny. Jest to cecha wspólna wielu świętych, którzy po nawróceniu zmieniają swoje życie o sto osiemdziesiąt stopni, zresztą we współczesnych czasach również spotykamy takie osoby. Nie można tego nazwać chwilowym kaprysem, gdyż stan ten trwa zazwyczaj przez całe późniejsze życie. Ciężko też nazwać to chorobą psychiczną, gdyż takie osoby są w pełni władz umysłowych i robią to świadomie. Czasami zastanawiam się, czy gdybym sama odczuła podobne powołanie, potrafiłabym wszystko zostawić. Jeszcze kilka lat temu nie miałabym najmniejszych wątpliwości, ale dzisiaj nie jestem w stanie dać jednoznacznej odpowiedzi. Może bym stchórzyła i uznała, że się nie nadaję, że jest wiele osób, które lepiej by mnie zastąpiły, że to Bóg pomylił się, wybierając dla mnie taką drogę. Póki co niczego takiego nie odczuwam, ale zobaczymy, co pokaże przyszłość.

Póki co poprzestaję jedynie na codziennym odmawianiu modlitwy świętego Franciszka, która nieustannie przypomina mi, do czego zostałam powołana jako wychowawca:

O Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego pokoju,
Abyśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść;
Wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda;
Jedność tam, gdzie panuje zwątpienie;
Nadzieję tam, gdzie panuje rozpacz;
Światło tam, gdzie panuje mrok;
Radość tam, gdzie panuje smutek.

Spraw abyśmy mogli,
Nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać;
Nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć;
Nie tyle szukać miłości, co kochać;

Albowiem dając, otrzymujemy;
Wybaczając, zyskujemy przebaczenie,
A umierając, rodzimy się do wiecznego życia.

Przez Chrystusa Pana naszego.

Amen.
  • awatar Pazurem i winem pisane: Gromada Wilcząt to oficjalna nazwa zuchów w Fedracji Skautingu Europejskiego. Tutaj pisałam o tym szerzej :) http://seventh-stargazer.pinger.pl/m/14287229
  • awatar Gość: O co chodzi z tą Gromadą Wilcząt? Co to takiego? Mam nadzieję, że nie jakaś sekta?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pamiętacie, jak opowiadałam Wam od ArcheAge? Gra w Korei przeszła z modelu p2p na f2p. Jeżeli chcecie dołączyć i przeżyć epicką przygodę przed powstaniem serwerów europejskich, zastosujcie poniższy sposób wymyślony przez mojego znajomego. Sposób działa i z tego, co wiem, naprawdę warto sięgnąć po ten tytuł.

 

 
"Nurtuje mnie od lat tylko jedno pytanie i wiele bym dała aby jakiś psychoanalityk mógł mi na nie konkretnie odpowiedzieć. A mianowicie czy dziecko może mieć już (mówiąc w dużym uproszczeniu) pewne cechy charakteru, usposobienia,zachowań które ma niejako "wrodzone" czy też we wszystkim należy się doszukiwać błędów w wychowaniu? Czy np. dziecko które jest otoczone miłością i czułością, wychowane bez stresu wyrasta na osobę zimną, nie okazującą uczuć i bezwzględną to jest takie bo może po prostu ma taki charakter (bo i bywają takie "twarde" osobowości) czy też mimo wszystko to jakiś błąd wychowawczy?"
Psychoanalitykiem nie jestem, ale sądzę, że jako specjalista od wychowania mogę wypowiedzieć się w tym temacie. Na kształtowanie się charakteru i osobowości człowieka ma wpływ wiele czynników i skupianie się jedynie na wychowaniu czy jedynie na skłonnościach dziedzicznych, byłoby dużym nieporozumieniem. Prawdą jest, że dziedziczona po naszych przodkach struktura genetyczna obejmuje nie tylko nasze cechy zewnętrzne czy działanie narządów wewnętrznych (co może być odpowiedzialne za powstawanie różnych schorzeń), ale również budowę układu nerwowego. Oznacza to, że dziecko przychodzi już na świat z pewnymi predyspozycjami i skłonnościami do pewnych zachowań. Nieprawdą jest, że jego umysł stanowi "czystą kartę", która zapisywać będzie się dopiero od momentu narodzin. Nie oznacza to jednak, że wychowanie jest bezcelowe, wręcz przeciwnie - to od niego w znacznej mierze zależy, czy dziecko będzie przejawiać pewne skłonności, czy też nie. Z pewnością każdy z nas zna przykłady dzieci podobnie traktowanych przez rodziców, ale posiadających zupełnie inne charaktery. Również przykłady bliźniąt jednojajowych wychowywanych w różnych rodzinach, ale przejawiających bardzo podobne zachowania, zdają się to potwierdzać. Tracy Hogg, znana amerykańska specjalistka pracująca z małymi dziećmi, wyróżniła kilka podstawowych typów osobowości u dzieci (oczywiście jest to schemat dosyć uproszczony), które przejawiają się już w okresie niemowlęctwa i determinują późniejsze lata życia: aniołek, średniak, wrażliwiec, poprzeczniak, żywczyk. Aniołki to grzeczne i spokojne dzieciaki, z którymi zazwyczaj nie ma problemów, jednak często miewają problemy z asertywnością i niskim poczuciem własnej wartości. Średniaki to dzieci "podręcznikowe", nie przejawiające zwykle żadnych odchyleń od normy ani nietypowych zachowań: buntują się, ale ich bunt nie wykracza poza typowe dla określonego wieku ramy (dzieciaki przeżywają największe okresy buntu zwykle w wieku 2-5 lat i w okresie dorastania). Wrażliwiec natomiast jest niepewny, często przejmuje się bez powodu, boi się podejmować nowych działań, jest skryty i często nieśmiały. Poprzeczniak to wywrotowiec, który wszystko musi robić sam i najczęściej na opak, posiada twórczy umysł, jest roztrzepany, ciekawy świata, wszędzie go pełno i ma sto pomysłów na minutę. Żywczyk natomiast to charakternik, który łatwo daje się wyprowadzić z równowagi, próbuje "rządzić" za wszelką cenę i generalnie najczęściej jest typem osobowości, którego przedstawicieli uważa się za dzieci "niegrzeczne" (z czym oczywiście się nie zgadzam). Wspominałam już, że jest to podział ogólny i często zdarza się, że dzieci okresowo lub stale przejawiają zachowania z różnych grup lub są ich mieszanką, ale generalnie zgadzam się z jego podstawowymi założeniami, gdyż determinuje on potrzebę indywidualnego podejścia do wychowania każdego dziecka. Zupełnie innego podejścia wymaga wrażliwiec, a innego żywczyk i wychowywanie tych typów w podobny sposób może tak naprawdę bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Należy jednak pamiętać, że proces wychowawczy nie pozwoli nam nigdy dowolnie wymodelować charakteru dziecka. Może pomóc mu we wzrastaniu i wykształceniu odpowiednich nawyków czy poglądów, ale nie zmieni jego temperamentu. Dlatego też błędne jest przypisywanie każdego nieodpowiedniego zachowania dziecka błędom wychowawczym popełnianym przez rodziców. Pomijając już fakt, że osobiście wychodzę z założenia, że jest to kwestia, którą strasznie się demonizuje. Ludzie często chętniej są skłonni obwiniać rodziców, niż przyjąć, że dziecko ma po prostu zły nastrój (co często widać szczególnie w przypadku maluchów, którym wystarczy jedna "iskierka zapalna", by dać pokaz swoich możliwości ). Dlatego uważam, że wychowanie jest bardzo ważne, ale będzie skuteczne tylko wtedy, gdy weźmiemy pod uwagę temperament naszego dziecka i pomożemy mu kształtować charakter w ten sposób, by mogło wykorzystać jego pozytywne strony.

Co do drugiego pytania, to osobiście wychodzę z założenia, że dziecko wychowywane w atmosferze miłości i uczuć nie ma raczej możliwości wyrosnąć na osobę zimną i wyrachowaną. Dziecko uczy się wielu reakcji i zachowań poprzez naśladownictwo i pierwszymi jego nauczycielami są rodzice, więc nie sądzę, by było to możliwe. Oczywiście nie mówimy tutaj o sytuacji skrajnej, takiej jak np. w książce/filmie "Musimy porozmawiać o Kevinie".

Mam nadzieję, że co nieco udało mi się w miarę przystępny sposób wyjaśnić . Nie uważam się oczywiście za Alfę i Omegę, ale dotychczasowe doświadczenia udowodniły mi, że powyższa teoria jest w dużej mierze słuszna i znajduje pokrycie w rzeczywistości.
  • awatar Gość: @LOUVE: Napisałaś, że jestem bardzo niezadowolona z zachowania syna. Po pierwsze mam córkę a nie syna co jest tym bardziej przytłaczające w omawianej sytuacji. A po drugie, to nie tak, że jestem niezadowolona. Jestem po prostu ROZCZAROWANA. Całkiem na początku tego tematu napisałam, że nie tak wyobrażałam sobie macierzyństwo. Ofiarowałam miłość, wyrozumiałość, łagodność, czułość i wszystko co najlepsze i wydawało mi się oczywiste, że to samo otrzymam w zamian. Ale tak się nie stało i stąd moje rozczarowanie i rozgoryczenie. Widocznie od wychowania zależy bardzo mało. Ciągle decydujący wpływ ma wrodzony charakter i zapisane w genach cechy. Jak to mówią: skóry i natury nie da się zmienić. Czasem oczywiście zdarzają się cuda, ale niezmiernie rzadko.
  • awatar Gość: Odniosę się jeszcze do końcowej części rozważań. Piszesz, że dziecko przede wszystkim naśladuje wzory zachowań od rodziców i uważasz, że to niemożliwe, aby wychowane z miłością, obsypywane pieszczotami wyrosło na osobę zimną, nie okazującą żadnych uczuć. Niestety są i takie skrajne ( jak z Kevinem) sytuacje. Dodam tylko, że moja pociecha nie stała się taka np. w okresie buntu typowego nastolatka. Jak spojrzeć wstecz, to była taka od najwcześniejszego dzieciństwa. Praktycznie jak tylko "wyszła z pieluch" to już zaczął się ujawniać jej twardy, zdecydowany charakter. Nawet jako małe dziecko nie była przymilna i czuła. Dodam tylko (bo obserwuję) że w dorosłym życiu osoba o takich cechach charakteru radzi sobie nadspodziewanie dobrze. Taki twardy charakter jest bardzo przydatny w naszej rzeczywistości. Nie boi się niczego, nie ma żadnych rozterek, wahań, idzie przez życie jak czołg konsekwentnie realizując wyznaczone cele. Przez to ma o wiele łatwiejsze życie niż ja - widzę to.
  • awatar Gość: Czyli mam odpowiedz na swoje pytanie. Jest tak jak podejrzewałam. Ujmę rzeczy sedno krótko i lapidarnie- nie da się urodzonego diabła przerobić w anioła choćby człowiek stanął na głowie! Z opisu wynika, że moja pociecha zdecydowanie reprezentuje typ " Żywczyka". Piszesz, że każdy typ osobowości wymaga innego, odpowiedniego wychowania. Szkoda, że nie podałaś jakiś wytycznych jak np. postępować z takim Żywczykiem? Mnie zarzucano niby zbytnią dobroć, pobłażliwość i ustępliwość, czyli mówiąc po prostu- im bardziej łagodnie się z nim obchodziłam i (jak to się mówi)bardziej się "cackałam" - tym większe "rogi" dziecko pokazywało. Może trzeba było chować twardą ręką, nie szczędzić wrzasków, krzyków i bezwzględnie egzekwować posłuszeństwo? Może tak należałoby chować Żywczyka, bo łagodność, czułość i wyrozumiałość egzaminu w tym wypadku nie zdały?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Pamiętacie, jak opowiadałam Wam o swojej chorej kotce? Dzisiaj odeszła do Krainy Wiecznych Łowów. Wczoraj jej stan bardzo się pogorszył i wezwaliśmy weterynarza, który zaaplikował jej dodatkowe leki. Miał przyjechać również dzisiaj, ale niestety nie zdążył. Rano kotka praktycznie już nie chodziła, słaniała się na nogach, płytko oddychała. Przeniosłam ją do swojego pokoju, razem z kuwetką i wodą, i umościłam jej wygodne posłanie. Niestety, gasła w oczach i ostatecznie około południa odeszła. Byłam z nią do samego końca.

Pamiętam, jak kilkanaście lat temu zabraliśmy ją od ludzi, którzy bardzo źle ją traktowali. Była płochliwa i nieufna, ale przez lata stała się nam tak bliska, że traktowaliśmy ją niemalże jak członka rodziny. Często w nocy przychodziła do mnie, żeby się przytulić. Mam nadzieję, że jest teraz tam, gdzie jest jej lepiej i że nieprawdą jest to, że zwierzęta nie posiadają duszy.
  • awatar Floo64: wyrazy wspołczucia, przykro mi:)
  • awatar Makidu: @Pazurem i winem pisane: bardzo mi przykro :( ja za kazdym dniem sie boje o Luncie..serce mi peknie jak ja martwa znajde ;(
  • awatar Gość: Współczuję. Ja musiałam uśpić moją przyjaciółkę-suczkę, kiedy miała 12 lat. Nie byłam to łatwa decyzja. "Mam nadzieję, że jest teraz tam, gdzie jest jej lepiej i że nieprawdą jest to, że zwierzęta nie posiadają duszy." - ja w to wierzę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›